sobota, 1 czerwca 2013

Rzodkiewki z masłem



Jeśli tylko macie okazję do hodowania własnej rzodkiewki, gorąco Was do tego zachęcam. To warzywo, w przypadku którego najbardziej wyczuwalna jest różnica między tym kupnym, a własnym. Ja, jak co roku, dostałam pierwszą, młodą i malutką rzodkiewkę z działki Dziadka i postanowiłam wypróbować przepis na bardzo prostą, a zarazem pyszną przystawkę francuską.

Przepis na radis au beurre pochodzi z książki Sarah Woodward "Kuchnia francuska". A właściwie trudno mówić tu o przepisie, raczej wskazówkach co do sposobu podania. Rzodkiewki (najlepiej te podłużne) myjemy, odcinamy końce, a liście krótko przycinamy. Podajemy z dobrej jakości masłem, solą i pieczywem. Koniec rzodkiewki smarujemy masłem i posypujemy solą. Bon appetit!


środa, 1 maja 2013

Pappardelle z sosem pomidorowym i indykiem

Razem z zimową aurą jakoś odeszła ochota na ciężkie śmietanowe sosy do makaronu. I gdzieś w głowie ciągle miałam klasyczne spaghetti bolognese. Nie takie szybkie, studenckie, ale prawdziwe z winem i warzywami. 
Kiedy jednak pokazało się pierwsze słońce, wakacyjne plany zostały poczynione, a rowery wyczyszczone z zimowego kurzu, nieuniknione okazało się nadejście diety pt. "Zanim zjesz, pomyśl, jak pokażesz się na plaży". Dieta wymusiła zdrowsze posiłki, ograniczyła niebotyczne ilości sera i wykluczyła czerwone mięso. Kuchnią zawładnął zdrowy i pyszny indyk. Jako dodatek do pomidorowego sosu - niezastąpiony!

Pappardelle z sosem pomidorowym i indykiem

Na ok 3-4 porcje:

  • ugotowane al dente wstążki pappardelle (w ilości według uznania)
  • 500g mielonego mięsa indyka
  • puszka krojonych pomidorów
  • 4 łyżki przecieru pomidorowego
  • pół dużej białej cebuli
  • 1 mała marchewka
  • łyżeczka ostrej papryki w proszku
  • 2 łyżeczki słodkiej papryki
  • sól, świeżo zmielony pieprz
  • łyżeczka suszonego oregano
  • oliwa z oliwek 
  • 3 ząbki czosnku

Na rozgrzaną patelnię wlewamy niewielką ilość oliwy i smażymy mięso. W połowie smażenia doprawiamy solą. Myjemy i obieramy marchewkę, ścieramy ją na tarce o drobnych oczkach. Cebulkę drobno siekamy i podsmażamy na oliwie na osobnej patelni. Kiedy cebula się zeszkli, dodajemy marchewkę. Smażymy razem ok 2 minut, po czym wlewamy na patelnię odrobinę wody i czekamy, aż odparuje. Warzywa przekładamy na patelnię z usmażonym mielonym mięsem i mieszamy. Podgrzewamy chwilę razem, po czym dodajemy puszkę pomidorów i przecier pomidorowy, a także przeciśnięty przez praskę czosnek. Podgrzewamy, aż sos zgęstnieje, w międzyczasie doprawiając solą, odrobiną świeżo zmielonego pieprzu, dwoma rodzajami papryki w proszku i oregano. W sosie powinna być delikatnie wyczuwalna nuta słodyczy, można dodać małą łyżeczkę cukru. 
Na talerze wykładamy ugotowane wstążki, polewamy sosem i posypujemy startym parmezanem. Ozdabiamy świeżą bazylią.









niedziela, 10 marca 2013

Kiedy zima trwa za długo... Kotlety z kalafiora


Zima, szczególnie dzięki magii Bożego Narodzenia, potrafi być piękna. Ale kiedy zbliża się kalendarzowa wiosna, a w głowie mam już rowerowe wycieczki, pikniki i kolorowe hiacynty, uparcie padający śnieg za oknem potrafi być naprawdę irytujący. 
Organizm jednak powoli zaczyna odczuwać zmiany i domaga się diety pełnej witamin, a ja nie mogę doczekać się kolorowych straganów owocowo-warzywnych. Na pomidory jeszcze za wcześnie, ale ogromnej ochoty na kalafiora, która przyszła już dawno temu i nie zamierza ustąpić, nie udało się powstrzymać. 


Kotlety z kalafiora

  • 1 średniej wielkości kalafior (na ok. 10 kotletów)
  • 1 mała cebula
  • 2 jajka
  • bułka tarta
  • sól do smaku
  • oliwa

Kalafiora gotujemy (najlepiej na parze, wtedy zachowa więcej witamin) i studzimy. Cebulę  drobno siekamy, mieszamy z rozdrobnionym, zimnym kalafiorem i blendujemy. Dodajemy 1 jajko i tyle bułki tartej, aby powstała masa, z której można uformować kotlety. Doprawiamy solą i, ewentualnie, pieprzem, a następnie dokładnie mieszamy. Formujemy kotlety - im mniejsze, tym ładniej wyglądają i lepiej się smażą. Każdy panierujemy w jajku i bułce tartej i smażymy na oliwie z obu stron. Pysznie smakują z purée ziemniaczanym i gotowanymi warzywami.





sobota, 20 października 2012

Conchgliette z boczkiem, porem i pieczarkami według Gordona Ramsaya


Jakiś (przyznaję, że już dosyć długi) czas temu dostałam w prezencie książkę kucharską z propozycjami Gordona Ramsaya. Do tej pory tylko przeglądałam przepisy, śledząc jednocześnie Masterchef i Hell's Kitchen. Dziś już właściwie nie wiadomo czy Ramsay to bardziej kucharz, czy celebryta. Wielu zarzuca mu, że ogromną sławę, jaką niezaprzeczalnie się dziś cieszy, osiągnął dzięki niepohamowanemu temperamentowi i przekleństwom na ekranie. Trudno jednak zaprzeczyć, że jego programy pozostają na znacząco wyższym poziomie niż polskie kopie Magdy Gessler, gdzie więcej jest pozbawionych dobrego smaku i szacunku dla kogokolwiek wypowiedzi "gwiazdy", niż prawdziwej kuchni. 

Z silnym postanowieniem poznania Ramsaya "od kuchni" przedstawiam Wam pierwszy, choć na pewno nie ostatni na tym blogu przepis z książki "Gordon's Greatest Hits". Conchgliette, czyli mała wersja makaronowych muszelek z pancettą, porem i pieczarkami. 



Składniki:

  • makaron w kształcie małych muszelek
  • kilka cienkich plastrów pancetty (lub naszego, wędzonego boczku)
  • 2 pory (biała i jasnozielona część)
  • ok. 10 pieczarek
  • kilka łyżek creme fraiche (zastąpiłam 2 łyżkami serka mascarpone połączonymi z 2 łyżkami śmietanki 36%)
  • sól, pieprz
  • oliwa

Makaron gotujemy al dente w dużej ilości osolonej wody. Boczek kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na niewielkiej ilości oliwy. Pora i pieczarki oczyszczamy, kroimy w cienkie plasterki i wrzucamy na patelnię z   zesmażonym boczkiem. Smażymy jeszcze kilka minut na dużym ogniu, stale mieszając, dopóki por nie stanie się miękki. Mieszamy na dużej patelni lub w rondlu z ugotowanym makaronem, dodajemy mascarpone i śmietankę. Podgrzewamy, cały czas mieszając. Doprawiamy solą morską i świeżo zmielonym pieprzem. Ramsay proponuje przed podaniem posypać makaron posiekaną natką pietruszki, z której ja, ze względu na osobiste preferencje, zrezygnowałam. 




poniedziałek, 15 października 2012

Faszerowane pieczarki z szynką i serem


Jeżeli nie macie możliwości lub chęci, by wybrać się do lasu, a w pobliżu brakuje straganów, gdzie można kupić świeże leśne grzyby, nie przejmujcie się! W cyklu jesiennych przepisów pojawi się także kilka propozycji na dania z pieczarek - dostępnych wszędzie i tańszych niż podgrzybki czy kurki. Na początek to, co lubią chyba wszyscy. Mimo że w kwestii grzybów jestem wybredna, faszerowane pieczarki uwielbiam w każdej postaci. Najlepiej wybrać jak największe sztuki - nie tylko dlatego, że najłatwiej je nafaszerować, ale również ze względu na to, że podczas pieczenia tracę wiele soków i zwyczajnie mogą się skurczyć:)

Składniki:

  • pieczarki (w ilości według uznania i apetytu)
  • biała cebula
  • kilka dużych plastrów szynki
  • żółty, dobrze topiący się ser
  • sól, kolorowy pieprz
  • oliwa

Pieczarki oczyszczamy i obieramy. Kapelusze odkładamy, a ogonki siekamy drobno. Cebulę siekamy, szynkę kroimy w drobną kostkę. Na oliwie podsmażamy cebulę z szynką, po kilku minutach dodajemy ogonki pieczarek. Pod koniec smażenia doprawiamy solą i pieprzem. Tym prostym farszem napełniamy kapelusze pieczarek i posypujemy każdą z nich niewielką ilością startego sera. Zapiekamy kilkanaście minut i zjadamy na kolację ze świeżym pieczywem lub grzankami.


piątek, 21 września 2012

Ryba na kanapce, czyli pasta z makreli


Nasza Kicia jest już oficjalnie 4-latkiem! Z okazji urodzin dostała od oddanych wielbicieli mnóstwo pysznych prezentów. Bardzo miłe ciotki, które przybyły na uroczystość z czekoladowym blokiem w kształcie kota, obdarowały solenizantkę wędzoną makrelą. Z zieloną kokardką. Następnego poranka makrela została jednak podstępnie przechwycona z lodówki. I tak powstała pyszna pasta na kanapki. Na śniadanie dla dwojga i do podziału z kotem :).

Składniki:
  • 1 wędzona makrela
  • 3 jajka
  • szczypiorek
  • majonez
  • sól, pieprz

Makrelę pozbawiamy skóry i ości, mięso rozdrabniamy widelcem w misce. Ugotowane na twardo jajka studzimy i kroimy w bardzo drobną kostkę. Dodajemy do ryby razem z posiekanym szczypiorkiem i mieszamy. Dodajemy tyle majonezu, aby uzyskać pożądaną konsystencję (ok. 3 łyżek). Doprawiamy solą i pieprzem i podajemy ze świeżym pieczywem. 






Smažený sýr! Czyli na weekend do Pragi.





O 6 rano, po 12-godzinnej  podróży, w Pradze wita nas McDonald i jajecznica w kartonowym pudełku. Powoli sączymy latte z plastikowego kubeczka i kiedy pora jest już przyzwoita zmierzamy do hotelu, by pozbyć się ciężkiego bagażu. Stamtąd pierwsze kroki kierujemy w stronę Starego Miasta i dalej, nad Wełtawę. Odtąd będzie już tylko po czesku.



Choć pogoda nie sprzyja kosztowaniu ciężkiej kuchni (podczas całego naszego pobytu w Pradze utrzymywała się temperatura powyżej 30 stopni), omijamy włoskie restauracje, których w Pradze jest pod dostatkiem, i decydujemy się jeść iście po czesku. Dużo, ciężko i niezdrowo. Ale zazwyczaj smacznie.

Na pierwszy ogień idzie Svejk, którego, podobno, koniecznie trzeba odwiedzić. Studiujemy czesko - angielskie menu po części tylko rozumiejąc,a w większości domyślając się, czego możemy się spodziewać na talerzu. Przed oczami mamy pyszne, polskie placki ziemniaczane okraszone skwarkami i podane z młodą, duszoną kapustą. Czeka nas ogromne zaskoczenie, gdy na stole lądują talerze, a na nich ogromne, mocno ziołowe bramboraky z grubymi, krojonymi "po chłopsku" plastrami wędzonej szynki i kiszoną oraz podsmażaną kapustą. Poza tym tradycyjny gulasz z knedlikami i polędwica w śmietanowym sosie z plastrem cytryny, bitą śmietaną i żurawiną. Z pierwszego praskiego obiadu zadowolona jest tylko część męska - a więc zdecydowana mniejszość. Na szczęście ciemny Kozel i tradycyjny Pilsner nie rozczarowują.





Pragę zwiedzamy na piechotę. W wyniku tego nasze nogi już drugiego dnia odmawiają posłuszeństwa, ale mamy okazję zobaczyć strefę nie dla turystów. Pragę, w której wstaje się późno i zaczyna pracę dopiero o 12.00. I taką w której jest bardzo, bardzo cicho. Mijamy uliczki pełne eleganckich restauracji, spośród których w żadnej nie gra muzyka, nie słychać odgłosów normalnego, codziennego życia z mieszkań znajdujących się na wyższych piętrach i aby się nie wyróżniać, trzeba mówić niemal szeptem.Co za różnica w porównaniu z gwarnym rynkiem, z którego przyszliśmy!



Dzięki pieszym wędrówkom docieramy również do restauracji "Stara doba". To miejsce, w którym zdecydowanie bardziej myśli się o pracownikach okolicznych biur, wpadających tu na tani lunch, niż o turystach. O to nam chodziło. To tutaj jemy najlepszy smażony ser podany z frytkami i sosem tatarskim.



Na placu Wacława kupujemy czekoladki z praskim motywem. Tam też, w ulicznej budce jemy czeskie hotdogi (o których wspomina nawet autor naszego przewodnika!) z kiełbasą i keczupem o smaku curry. W  zimie sprzedają tu także grzane wino.



Nie jedliśmy jeszcze zupy czosnkowej, więc na ostatnią kolację w Pradze wybieramy się do słynnej "U Fleku", która szczyci się własnym browarem. Restauracja wita nas kieliszkiem mocno ziołowej beherovki  z wyczuwalną nutą cynamonu. Płacimy za nią więcej niż za wspomnianą zupę i dopijając piwo, obserwujemy innych gości zaskoczonych tym, że za powitanie muszą słono zapłacić.


Czeka nas jeszcze wycieczka trasą kontrowersyjnych rzeźb Davida Cerny'ego. "Koń" w Pałacu Lucerna kończy nasze spotkanie z Pragą. Czeska kuchnia nie wpisała się w grono naszych ulubionych, ale i tak na pewno tu wrócimy. Po Krecika i kukiełkowy teatrzyk.